Relacja z: Slavia Sofia - Zagłębie Lubin
Dodane przez m dnia Lipca 04 2016 23:50:14

Puchary. Słowo, które nie schodziło z ust wielu osób zaraz po zakończeniu poprzedniego sezonu. Blisko dekada wyczekiwania na kolejną możliwość udania się w podróż za Zagłębiem w Europę. Ostatni taki przypadek odnotowano przecież aż 9 lat temu do Bukaresztu.

Sofia. Kierunek można by rzec daleki od wymarzonego, ale w mieście prężnie działają dwie ekipy. Niestety, los skojarzył nas akurat z tą, która w mieście nie ma nic do powiedzenia. Wiadomo jednak, że każdy fanatyk, który latami wyczekiwał tego wyjazdu pojedzie, niezależnie od tego, gdzie ten pojedynek miałby się odbyć. Zapraszamy na relację!




Treść rozszerzona

Puchary. Słowo, które nie schodziło z ust wielu osób zaraz po zakończeniu poprzedniego sezonu. Blisko dekada wyczekiwania na kolejną możliwość udania się w podróż za Zagłębiem w Europę. Ostatni taki przypadek odnotowano przecież aż 9 lat temu do Bukaresztu. Wielkimi krokami zbliżała się data losowania i jak to w takich przypadkach bywa - każdy miał zarówno swoje wymarzone miejsca, jak i te których za wszelką cenę chciałby uniknąć. W dniu losowania nerwowe odświeżanie stron internetowych o tematyce piłkarskiej i mamy podział na koszyki: Albania, Azerbejdżan, Bułgaria i Węgry. W kuluarach mówiło się, że Łysy z UEFA nie zawiedzie i odpowiednio potrząsając kulkami wylosuje nam najciekawszego rywala. Jednak, ku zdziwieniu zapewne niejednego fana, do losowania zabrał się jakiś inny kasztan i po upływie godziny na tłumaczenie mało interesujących reguł w końcu doszło do najważniejszego.

Sofia. Kierunek można by rzec daleki od wymarzonego, ale w mieście prężnie działają dwie ekipy. Niestety, los skojarzył nas akurat z tą, która w mieście nie ma nic do powiedzenia. Wiadomo jednak, że każdy fanatyk, który latami wyczekiwał tego wyjazdu pojedzie, niezależnie od tego, gdzie ten pojedynek miałby się odbyć. Zaraz po losowaniu odbyło się spotkanie, na którym naprędce ustalono, że będzie to wyjazd stricte autokarowy. Klub oczywiście przygotował również możliwość wybrania się czarterem dla osób bardziej wygodnych lub z mniejszym zasobem czasowym.

Dojazd. Długie i częste rozmowy na temat wyjazdu doprowadziły do tego, że nasza wycieczka z Chojnowa, ostatecznie licząca 6 osób została podzielona na dwie grupy. Jedna z nich po długich namysłach postanawia na własną rękę zorganizować sobie loty do stolicy Bułgarii na dzień przed meczem i zabukować sobie hotel, w którym będzie stacjonować reszta ekipy wyjazdowej. W godzinach wieczornych dwóch z nas melduje się na lotnisku w Sofii. Niestety jeden uczestnik eskapady zmuszony został koczować na lotnisku w Stambule, gdzie miał międzylądowanie, gdyż dzień wcześniej ktoś postanowił przetestować tam miejscową pirotechnikę i część lotów została przełożona. Jako, że godzina wczesna, to zaraz po zakwaterowaniu w hotelu postanowiliśmy sprawdzić, czy miejscowi to faktycznie głównie cyganie, czy to jednak zwykłe opowieści bez pokrycia. Jedno co trzeba im przyznać, to że kobiety mają tam naprawdę bardzo urodziwe. Kręcąc się po mieście stwierdzamy, że nie jest z tubylcami tak źle, jak się wydawało przed wyjazdem. Ważniejszą sprawą było znalezienie monopolowego i zakupienie prowiantu. Na półkach głównie polskie wódki, o dziwo wiele tańsze niż w naszym kraju. Kupujemy co trzeba i udajemy się na libację do hotelu z dwójką rozkminionych na mieście wyjazdowiczów, wspólnie oczekując na rychły przyjazd głównej grupy, którym - jak się okazało - nie spieszyło się za bardzo, ale o tym za chwilę.



Ekipa autokarowa wyruszyła we wtorek, na dwa dni przed meczem i z zabukowanym hotelem w Sofii. Niestety, mimo dość sporego zapasu czasowego, różnie układały się ich losy na trasie. Przykładowo nadprogramową ilość czasu na jakąś łąpówkę z naszej strony postanowili czekać celnicy na rumuńsko-bułgarskiej granicy. Ostatecznie jak zobaczyli, że nic z tego nie będzie, postanowili puścić rozweseloną wycieczkę w dalszą drogę. Ta w hotelu melduje się około godziny 4 nad ranem.

Dzień meczu. Mniejsze grupki spacerujące po mieście dało się zauważyć już od godzin porannych. Część osób postanowiła jednak spędzić czas w hotelu, który w swojej ofercie miał krytą pływalnię. Wypad na basen mógł się skończyć tylko w wiadomy sposób i zostajemy z niego ostatecznie wyproszeni. Czas wolno upływał do przodu, aż nadeszła godzina 12 i wspólny przemarsz do centrum miasta w asyście chóralnych śpiewów. Po drodze kilka wspólnych zdjęć, jak i zaznaczenia swojej obecności głośnymi okrzykami i rozchodzimy się po barach, gdzie raczymy się miejscowym piwkiem, jak i kulinarnymi specjałami. W międzyczasie co bardziej rozweseleni postanowili uformować "jury" i oceniać miejscowe niewiasty przechadzające się ulicami. Jak już wcześniej wspominaliśmy, było tam na czym oko zawiesić, więc okazji do spontanicznych owacji i stosownych śpiewów w ich kierunku nie brakowało. Na blisko godzinę przed rozpoczęciem spotkania ruszyliśmy w trasę prowadzącą na stadion, ponownie okazja do głośnych śpiewów i zaznaczenia obecności. Pod obiektem meldujemy się na blisko kwadrans przed rozpoczęciem meczu i rozpoczynamy wchodzenie, które nie było jakoś wyjątkowo uciążliwe. Wpuszczający postanowili nawet oszczędzić nam monety w portfelach, co przecież w tych rejonach nie jest regułą.



Mecz. Jako, że na wyjazd czekaliśmy sporo czasu to zaczęliśmy wokalnie całkiem przyzwoicie. Jednak w miarę trwania tego porywającego spektaklu, również nasza forma na sektorze zaliczała tak zwaną równię pochyłą, by pod koniec wyjebać całkowicie o dno. Zapewne kilometry, jak i spożyte na mieście ilości soku z gumijagód się do tego mocno przyczyniły, ale chyba nikt się nie spodziewał, że może być aż tak tragicznie. Na (nie)szczęście o wiele gorszy popis dali nasi piłkarze na boisku i przerżnęli z bułgarskimi pastuchami 1-0. Miejscowi wystawili skromny młynek, z naszej perspektywy ciężko było dostrzec czy dobrze oflagowany, ale na zdjęciach widać, że wyglądali przyzwoicie jak na taką małą ekipkę. Z racji naszych częstych przestojów byli u nas dość dobrze słyszalni przez cały mecz, repertuar jaki mają można usłyszeć na polskich stadionach.



Po meczu. Po meczu żegnamy się z grupą autokarową i udajemy się na taksówkę ponownie do hotelu. Z racji dużych sił policyjnych wokół stadionu jesteśmy zmuszeni wyjść w asyście mundurowych, którzy zgarniają z ulicy pierwszego napotkanego taksiarza, który naprędce pozmieniał coś w taryfikatorze i całe miasto zjechaliśmy za 8zł. Wcześniej podobne trasy kosztowały kilkukrotnie więcej, dlatego musieliśmy targować się jak na tureckim bazarze. Dzień po meczu postanowiliśmy z rana udać się pociągiem na bułgarskie wybrzeże, spędzamy tam w sumie blisko dwa dni i udajemy się ponownie na lotnisko. W międzyczasie dowiadujemy się za pomocą wymienianych informacji jak przebiegała podróż ekipie autokarowej. Tam, jak to w przypadku tego typu wyjazdów, nie brakowało różnych ciekawych historii, ale niech to pozostanie pośród samych zainteresowanych.

Info. Ostatecznie na sektorze zameldowało się nas około 160 osób (20 Polonia Bytom, 4 Zawisza, 3 Falubaz i 2 Odra). Podczas wyjazdu dochodzi do zawiązania układu chuligańskiego z fanami Polonii. Przed nami w czwartek rewanż na którym należy się licznie stawić i ponieść graczy do zwycięstwa. W drugiej rundzie czeka na nas wyjątkowo interesujący wyjazd na Partizan Belgrad.

Zagłębie tylko zwycięstwo!!!