Relacja z: wisła Kraków - Zagłębie Lubin (9.04.2016)
Dodane przez p dnia Kwietnia 14 2016 23:55:39

Wyjazdy na Wisłę nigdy nie były naszą najmocniejszą stroną, historia zna różne przypadki, ale najczęściej były to liczby, które powodów do dumy nie przynosiły. Tym razem miało być inaczej, a pomóc miał w tym na długo przed wyjazdem zapowiadany pociąg specjalny. Na wyjazd zamówiliśmy 600 biletów, każdy chyba spodziewał się, że zejdą na pniu. Czy tak się stało? Zapraszamy do lektury.




Treść rozszerzona

Wyjazdy na Wisłę nigdy nie były naszą najmocniejszą stroną, historia zna różne przypadki, ale najczęściej były to liczby, które powodów do dumy nie przynosiły. Tym razem miało być inaczej, a pomóc miał w tym na długo przed wyjazdem zapowiadany pociąg specjalny. Na wyjazd zamówiliśmy 600 biletów, każdy chyba spodziewał się, że zejdą na pniu.

Jak zawsze w przypadku organizowanego speca, chętnych na poruszającą się po szynach dyskotekę nie brakowało. Zainteresowanie było na tyle duże, że na tydzień przed meczem wszystkie bilety znalazły swojego szczęśliwego posiadacza. Zbiórka została zaplanowana w Ścinawie na godzinę 7:15, pociąg odjechał około godzinę później. Przejazd w pierwszą stronę w zależności od przedziału, jednym się dłużył, a z kolei innym przebiegł błyskawicznie. Warto wspomnieć, że u nas w wagonie furorę robił nasz chojnowski kuchta, który tego dnia uwędził niejedną giętą na ruszcie. W Krakowie meldujemy się na 3 godziny przed meczem i podstawionymi autobusami komunikacji miejskiej przedostajemy się pod stadion.

Pod bramami meldujemy się ze sporym zapasem czasu i zaczynamy spokojne wchodzenie na sektor gości, które trzeba przyznać przebiegało nadzwyczaj sprawnie. Ostatecznie na sektorze meldujemy się w komplecie, z czego z Chojnowa na ten wyjazd zdecydowało się wybrać 21 os. Wśród dobrze przystrojonego flagami sektora gości oczywiście znalazła się nasza wyjazdówka. Już na niespełna pół godziny przed meczem postanawiamy zaprosić miejscowych na debatę, która swój kres miała dopiero długo po końcowym gwizdku. Dopingujemy przez całe spotkanie, aczkolwiek nasza wokalna postawa tego dnia to nic innego jak zwykła sinusoida. Nie brakowało nam przestojów, ale również wkradły się momenty prawdziwej korby na sektorze przy sprzyjającym wyniku. W drugiej połowie dochodzi do zaskakującego zjawiska, na sektor wjeżdża grupa zamaskowanych osób ze świeczkami w rękach i upiększają widowisko kilkoma racami i ogniami wrocławskimi.

Kibice Wisły na ten mecz, decydujący o awansie do grupy mistrzowskiej, mieli bardzo dużą mobilizację w swoich szeregach. Efekt? Wypchany młyn i spora liczba widzów na całym obiekcie. Dopingowali całe spotkanie na wysokim poziomie z kilkoma mocnymi akcentami. Co tu dużo mówić w Krakowie szykowano się na święto, spektakl jednego aktora. Na całe szczęście od tego sezonu, po kilku latach upokorzeń doczekaliśmy się zespołu, który nie odpuszcza. Ostatecznie, ku naszej uciesze nasi gracze utarli nosa zuchwałym krakusom i po remisie wyrzuciliśmy Wisłę do grupy spadkowej, sami się umacniając w czubie tabeli przed rundą finałową. Po meczu chwilę się bawimy z piłkarzami, życzymy "powodzenia" w walce o utrzymanie rywalom. Po niespełna godzinie bramy zostają otwarte, pakujemy się do autobusów i obieramy kierunek na dworzec.

Powrót to co tu dużo mówić, każdy przedział w pociągu zawsze pisze swój rozdział, często nie nadający się do publikowania. Po drodze zaliczamy krótki postój w Katowicach, wiele osób postanowiło skrzętnie z tego skorzystać i zrobiliśmy małe Bałkany na katowickim dworcu. W Ścinawie meldujemy się przed godziną 4, po czym każdy rozjeżdża się w swoją stronę. Na meczu obecne z nami delegacje wszystkich zgód, którym dziękujemy za wsparcie. Przed nami runda decydująca, które miejsce na pudle pod koniec sezonu zajmiemy. Wszystkim jeszcze niezorientowanym - w niektórych krajach w Europie wciąż wymagany jest paszport. Ale zanim do tego dojdzie w najbliższy wtorek mamy wyjazd ponownie do Grodu Kraka, tym razem po przeciwnej stronie Błoń na naszą delegację czeka już Cracovia.




Fotografie - Tomasz Folta zaglebie.com